13.8.15

Malarstwo na dworze królewskim w XVII wieku w Rzeczypospolitej



Jednym z najważniejszych zainteresowań króla Zygmunta III Wazy było malarstwo. Władca ten sam malował obrazy. Według ówczesnych posiadał on niezwykły talent, a jedno z przypisywanych mu dzieł, łączono z nazwiskami tak wielkich malarzy jak Jacop Robust, zwany Tintoretto i Paul Rubens. Król zdecydowanie popierał malarstwo historyczne na swoim dworze. To właśnie za czasów Zygmunta III Wazy pojawiły się zdobione scenami historycznymi stropy na zamku królewskim, które w Rzeczypospolitej zapoczątkował związany z dworem królewskim malarz, Tomasz Dolabella. Poza malarstwem, król Zygmunt III Waza zajmował się rzemiosłem artystycznym, a w szczególności złotnictwem. Z nazwiskiem tego władcy łączą się głównie przepiękne monstrancje kościelne, wyrobione ze złota prawdopodobnie przez samego panującego.


Również następca Zygmunta III, Władysław IV zajmował się rzemiosłem artystycznym oraz kolekcjonował rzeźby. Monarcha kupował je w czasie podróży po Europie. W późniejszych latach nadal kazał kupować je swoim posłom i agentom. Za czasów Władysława IV Wazy rzeźbiarzami królewskimi byli Clemente Molli i Hanle Hanus. W okresie ślubu Władysława IV Wazy z Cecylią Renatą Habsburżanką sprowadzono wiele rzeźb i płaskorzeźb z Włoch na zamek królewski w Warszawie. Najlepszym świadectwem zainteresowania monarchy rzeźbą jest wystawienie przez niego w stolicy Rzeczypospolitej pomnika Zygmunta III Wazy, zwanego kolumną Zygmunta. Pomnik ten powstał w wyniku współpracy czterech artystów. Miejsce na pomnik wybrał architekt królewski pochodzącyz Rzymu, Augustyn Locci, a pomnik został zaprojektowany przez kolejnego artystę włoskiego, Constantina Tencalla. Posąg króla Zygmunta III Wazy był dziełem rzeźbiarza Clemente Molli, a odlew rzeźby wykonał w brązie Daniel Tym z Warszawy. Wielki blok marmuru przeznaczony na kolumnę wydobyty został z kamieniołomu w Chęcinie. Gotową kolumnę przetransportowano Wisłą do Warszawy. Wydarzenie to opisał w swoim pamiętniku Albrycht Stanisław Radziwiłł. „Do Warszawy przywieziono statkiem statuę zmarłego króla Zygmunta III, odlaną w spiżu, by umieścić ją na wysokim cokole w pobliżu zamku. Zanim przetransportowano ją ze statku lądem na miejsce, nakazano zebrać się wielkiej liczbie ludzi, którzy ledwo mogli ją ruszyć, jednak życzeniu króla stało się zadość i kolumna złożona na ziemi czekała na podniesienie i ustawienie, czego postanowił on później dokonać. Wykupił więc domy naprzeciw klasztoru zakonnic, ale nuncjusz zuchwale zakazał swym interdyktem burzenia zakupionych kamienic. Król przeciwnie, rozkazał je rozebrać i przygotować miejsce dla kolumny.”[1]

Poza rzeźbą Władysław IV Waza interesował się również malarstwem. Na dworze królewskim istniała grupa twórców, którzy posługiwali się tytułem malarza Jego Królewskiej Mości. Twórcy ci najczęściej zajmowali się portretowaniem króla i członków jego rodziny, tworzyli obrazy historyczne oraz upamiętniali uroczystości dworskie, m.in. wjazdy królewskie, koronacje, pogrzeby. Za panowania Władysława IV byli to Peeter Dancker de Rij, Tomasz Dolabella, Bartłomiej Strobel, uczeń samego Rubensa, Pieter Soutman oraz malarz dworu cesarskiego Joseph Heintz. W zbiorze Władysława IV Wazy znalazły się liczne obrazy starych mistrzów włoskich. Po śmierci Rubensa polski monarcha był jednym z tych, którzy zgłosili się jako nabywcy obrazów mistrza. W dziedzinie malarstwa interesowały Władysława IV obrazy historyczne. Polecił swoim malarzom przedstawić, m.in. kapitulację wojsk rosyjskich pod Smoleńskiem, ślub z Cecylią Renatą, chrzciny królewicza Kazimierza. Jeśli chodzi o portrety, to duża ich część została wysłana przez monarchę na zagraniczne dwory królewskie. 

Traktując sztuki plastyczne jako sposób szerzenia swej władzy monarszej Władysław  IV Waza utrzymywał bliskie stosunki z rytownikami produkującymi obrazy, które łatwo dawały się uwielokrotniać. Do najsławniejszych rytowników królewskich należeli, m.in. Wilhelm Hondius, Niemiec Kilian, Ślązak Czernik oraz Flamand – Łukasz Vorsterman.       


[1] Radziwiłł Albrycht Stanisław, Pamiętniki…, T.2, s.364-365

Brak komentarzy: